niedziela, 25 lutego 2018

Rozdział 1

Światło powoli docierało do oczu kobiety. Zamrugała kilka razy. Na początku nie miała pojęcia , gdzie była, dopiero po chwili sobie przypomniała - od tygodnia mieszka w domu Dantego Vale'a. Uśmiechnęła się i rozejrzała. Talerze po wczorajszym seansie filmowym nadal leżały na blacie ławy w salonie. Obrali to sobie jako pewien rodzaj tradycji - każdego wieczora od tygodnia oglądali filmy, podobało jej się to, nie musiała mówić i mogła spędzić z nim czas. Koc, którym była nakryta leżał pognieciony na podłodze, napisy jakiegoś dennego serialu leciały w telewizji, zaś obok niej leżał karmelowowłosy mężczyzna przykryty dużą poduszką. Najwidoczniej zabrała mu cały koc i musiał sobie poradzić. Ponownie się uśmiechnęła. Po chwili postanowiła wstać, nie mogła wiecznie przyzwyczajać się do nowego mieszkania - w końcu to już tydzień, trzeba jakoś normalnie funkcjonować, a nie żyć w bajce. Wstając, podniosła koc i odłożyła go na kanapę. Wolnym krokiem poszła do łazienki. Wiedziała, że Dante będzie długo spał - dawno nie miał wolnego i zwyczajnie musiał odpocząć. Zdjęła z siebie koszulę nocną i wrzuciła ją do kosza na pranie myśląc, że nie będzie miała piżamy na dziś. Weszła pod natrysk i puściła wodę, której strumienie od razu pozwoliły się jej zrelaksować. Po 10 minutowej, szybkiej kąpieli owinęła się czerwonym ręcznikiem, który był zawieszony obok prysznica. Stanęła przed lustrem i spojrzała na swoje odbicie. Skrzywiła się stwierdzając, że jej wory pod oczami osiągnęły maksymalny odcień fioletu. Wyglądała - jak twierdziła - jak nieźle skacowana albo zwyczajnie zmęczona, choć wcale tak nie było. Z szafki umieszczonej pod lustrem wyjęła kosmetyczkę i wykonała lekki makijaż. Chcąc już wyjść z pomieszczenia przypomniała sobie o umyciu zębów, a kiedy to uczyniła szybko przemieściła się do ''swojego pokoju'' ( w którym spała może raz, bo zawsze przysypiali z Dantem przy filmie na kanapie w salonie), aby się ubrać. Wciągnęła na siebie biały podkoszulek i rybaczki, z którymi dość rzadko się rozstawała. Na nogi nasunęła nowe skarpetki. Po szybkim rozczesaniu mokrych włosów zbiegła do kuchni. Kątem oka spojrzała na współlokatora. Nadal spał. Pomyślała, że tym razem to ona zrobi śniadanie. Nastawiła wodę w czajniku i zabrała się za robienie jajecznicy. Już po chwili zalała kawę i rozbiła jajka na patelni. Dodała do nich trochę pomidorów - kochała pomidory. Stwierdziła też, że dobrym pomysłem będzie doprawienie dania szczypiorkiem i właśnie, kiedy go siekała skaleczyła się w palec.
-Cholera jasna. - syknęła cicho odruchowo wkładając palec do ust.
- Dzień dobry Zhal.
- Dante! - wykrzyknęła, jakby zdziwił jej widok mężczyzny, wypuściła palec z buzi, jednak za chwile poczuła jak krew ścieka jej po ręce.
-Cholera masz krew na koszulce. - Dante podbiegł do niej, jakby rozcięty palec zagrażał jej życiu. Pomyślała, że oszalał.
-To tylko małe skaleczenie Dante, wszystko okej.
-Zhalia to nie jest małe skaleczenie - wskazał palcem na jej przedramię.
Odruchowo spojrzała na wskazane miejsce i zamarła. Znak spirali, cała blizna była otwarta i krwawiła, jej biały podkoszulek był praktycznie w połowie czerwony, poczuła wilgoć w oczach.
- Dante słabo m..- chciała dokończyć, ale opadła nagle z sił i upadła.
Mężczyzna wyłączył skwierczącą patelnię i szybko wziął kobietę na ręce. Spojrzał w jej oczy, nie zemdlała, po prostu była przerażona. Sam nie wiedział czy widokiem, który zobaczyła, czy przeszłością , czy może ilością krwi. Ułożył ją na żółtej kanapie, nie przejmował się kompletnie cieknącą krwią i pognał po apteczkę. Zhalia nagle osłabła, była blada jak ściana, a on nie chciał widzieć jej w tym stanie, chciał zapewnić jej bezpieczeństwo i poczuł, że w jakiś sposób ją zawiódł, choć ona sama wcale tak nie uważała. Otworzył czerwone pudełeczko i wyjął wodę utlenioną oraz bandaż i gazę.
- Może trochę zaszczypać. - powiedział nieświadomy tego, ile czułości miał w głosie.
Ciemnowłosa syknęła z bólu, ale kiedy zawinął ranę wrócił jej trochę kolor. Nadal była biała jak ściana, ale trochę mniej. Spoglądała w sufit. Dante nigdy nie widział jej tak bezbronnej, wiedział, że mimo tego, co pokazuje jest bardzo krucha psychicznie, nie wiedział, że aż tak i przestraszył się. Usiadła w rogu kanapy i podkuliła nogi.
- Chcesz porozmawiać Zhal?
- Nie. - odparła szorstko i odwróciła głowę w stronę okna. Nie wiedziała co się stało, czuła, że coś złego nadciąga. Ostatnia bitwa była koszmarna, pamiętała żal , kiedy Obłudnik mówił o śmierci Dantego, pamiętała łzy, którymi się dławiła, pamiętała tą bezsilność i obawę o to, że to koniec, nie miała siły przeżywać tego po raz drugi, była przerażona. Dante odszedł ledwie kilka kroków, aby odnieść apteczkę i po drodze przynieść śniadanie, ale zatrzymał go płacz. Ona płakała, pierwszy raz pokazała wszystkie emocje przy nim. Rzucił pudełko na dywan i spojrzał na nią. Ocierała łzy swoją maleńką, zgrabną dłonią i szlochała zasłaniając twarz ciemnymi pasmami włosów. Nie znosiła pokazywać słabości, wiedział o tym. Wrócił do niej i podał jej rękę. W mgnieniu oka wstała i wtuliła się w niego całą sobą. Poczuł, że kocha ją jeszcze mocniej, ale nie chciał tego mówić, to nie była odpowiednia chwila. Zapanowała cisza, którą przerywał jedynie szloch. W końcu Zhalia odsunęła się od mężczyzny i ocierając ostatnią łzę spojrzała na niego.
- Nie powinnam była, przepraszam Dante. - i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć zniknęła najpierw na schodach, a potem w swoim pokoju. Gospodarz domu usiadł w fotelu i ukrył twarz w dłoniach. Zrobiło mu się ciężko na sercu, nie potrafił do niej dotrzeć, a ona przeprosiła go za swoje emocje i nie zareagował. Pomyślał, że jest totalnie beznadziejny. Nie zatrzymał jej, kiedy szła infiltrować Spiralę, nie zauważył, że była szpiegiem, nie potrafił jej rozgryźć i był wręcz wściekły na siebie za to. Po chwili jednak wrócił mu spokój ducha i stwierdził, że nie może się załamać - choćby ze względu na nią. Posprzątał salon i powziął holotom do ręki. Wyszukał wszystkie dotychczas zebrane informację o Spirali Krwi. Nigdy nie widział łowców, który zaklęciami potrafili zadawać rany cielesne ani takich, którzy ranili by siebie by pokazać jedność. Było to dla niego chore i nie wyobrażał sobie by Fundacja Huntik ( w której z resztą drżało już od plotek na temat śmiercionośnych łowców ) robiła podobne rzeczy. Nie znalazł żadnych informacji, kimkolwiek byli, to byli poza jego zasięgiem. Huk drzwi sprawił, że mężczyzna podskoczył.
-Dante uciekajmy! - krzyknął blondyn wpuszczając zdruzgotanych Sophie i Den'a, który trzasnął drzwiami i oparł się o nie plecami.
- Co jest?!
-Otoczyli dom Dante, nie jesteście tu bezpieczni. - odparł Lok.
-Mylisz się, przyszliśmy tu się schronić.
- Co ty bredzisz Sophie? - spytał zdezorientowany blondyn.
- Powiedziałam przy nich, że uciekamy, bo będą nas szukać, nie będą myśleć, że jesteśmy tutaj. Dante opuść rolety i uruchom system obrony, ja zajmę się barierą.
Mężczyzna skinął głową i przy pomocy pilota zadbał by zabezpieczyć drzwi i okna domu.
- Co tu się dzieje? - ciemnowłosa pojawiła się niezauważona i opierała się o ścianę przy schodach.
Wszyscy nagle spojrzeli na nią i popatrzyli na siebie. Den błyskawicznie spostrzegł opatrunek na ręce koleżanki i odruchowo spojrzał na swoje przedramię, odetchnął, wszystko w normie. Blondyn stojący na przeciw kobiety już otworzył usta, ale Dante mu gwałtownie przerwał.
- Nic ważnego, wracaj do siebie Zhal.
-Zhal? - spytał Lok, ale nie uzyskał odpowiedzi.
Granatowowłosa jedynie mruknęła coś pod nosem i wspięła się z powrotem na piętro. Nie miała najmniejszego zamiaru domyślać się, co się wydarzyło, wręcz nie chciała węsząc nosem jakąś tragedię. Posłusznie położyła się na swoim łóżku i włożyła słuchawki w uszy.
- Dante, dlaczego jej nie powiedziałeś? - spytała Sophie siadając na kanapie wraz z resztą gości.
- Miała ciężki dzień, nie chcę jej dołować.
- Ale przecież to jej dotyczy, widziałem bandaż w ,,tym'' miejscu..... - odparł Den mierząc wzrokiem właściciela posiadłości.
- Powiedziałem, że miała ciężki dzień i nie będzie się teraz denerwowała atakiem na was.
- Ale Dante......
- Cholera jasna, powiedziałem nie to nie. - krzyknął wzburzony mężczyzna i spojrzał na zszokowane twarze nastolatków. - Przepraszam, nie wiem, co mi dzisiaj jest. - powiedział głęboko wzdychając.
-Nic się nie stało Dante, rozumiemy. - odparła Sophie.
- Słuchajcie robimy tak, dopóki nie będziemy pewni, że odeszli Sophie będzie spała w pokoju obok Zhalii, Den i Lok w mojej sypialni - dostawimy łóżko polowe, a ja zostanę na kanapie.
- Tak jest kapitanie. - dodał wesoło Lok, choć nikomu nie było do śmiechu.
Nastolatkowie wstali i rozeszli się do wskazanych przez Dantego pokoi, on sam oparł się o kanapę i odchylił głowę w tył. Zamknął oczy. Nie mógł wyobrazić sobie, jaki natłok emocji musiał spotkać dzisiaj Zhalię. To miał być normalny dzień. To miał być normalny tydzień. Miesiąc, rok i kolejne lata. Miał wobec niej plany, bo myślał, że w końcu to wszystko się uspokoi. Ma stałą posadę w Radzie i dorabia jako detektyw, ona jeździ na misję jedynie w roli archeologa i badacza i jak zwykle, kiedy już wydawało mu się, że jego życie się ustabilizuje pojawia się ktoś, a raczej coś, co mu to skutecznie uniemożliwia pozostawiając kolejne blizny na jego duszy i ciele. Siedział prawie piętnaście minut w totalnym bezruchu. W końcu jednak postanowił wstać i zrobić kawę. ,, Jej też się przyda.'' - pomyślał wyciągając dwie filiżanki zamiast jednej. Podczas, gdy woda się gotowała przyszykował tacę i talerzyki. Zrobił drobną kolację, nie pozwoliłby, żeby nie przełknęła niczego od rana. Po zaparzeniu kawy wziął całość i uważając na każdy stopień wszedł na piętro. Przełożył tacę na jedną rękę i cicho westchnął. Zapukał. Brak odpowiedzi. Puk-puk. Brak odpowiedzi. Postanowił wejść. Nacisnął klamkę i stanął w drzwiach, które po chwili zamknął za sobą. Bez słowa odłożył posiłek na stolik nocny i spojrzał na Zhalię. Leżała skulona na łóżku ze słuchawkami w uszach. Była tyłem do niego i odniósł wrażenie, że nie zauważyła jego obecności. Nawet, kiedy nie widział jej twarzy wydawała mu się bezgranicznie piękna. Dopiero teraz spostrzegł, że Zhalia jest bardzo drobną kobietą. Wręcz chudą. To śmieszne,  że nie zauważył tego przez 2 lata spędzone z nią na misjach. Cóż, zawsze nosiła luźne rzeczy, które zakrywały jej niedowagę. Teraz leżała w samej koszulce i majtkach. Ściągnął z siebie płaszcz i położył na krześle stojącym obok komody. Podszedł do łóżka i usiadł. Wiedział, że poczuje ciężar. Tak jak podejrzewał natychmiastowo zareagowała siadając obok niego. Spojrzał w jej oczy - nic nie powiedziała, jedynie wyjęła słuchawki z uszu i odłożyła odtwarzacz MP3 obok siebie. Delikatnie wziął jej zranioną rękę. Cicho syknęła, ale szybko zakryła ból delikatnym uśmiechem. Puścił przedramię i zacisnął swoją dłoń pomiędzy jej zgrabnymi palcami. Spojrzała na niego zszokowana, ale nie zaprotestowała. Po chwili wręcz się przysunęła i oparła głowę na jego ramieniu.
- Bardzo bolało? - zapytał.
-Nie. - odparła ze swoim naturalnym chłodem w głosie.
- A tak naprawdę ?
- To bolało cholernie. - powiedziała dużo ciszej.
- Zhalio....- skierował głowę w jej stronę, tak by mógł spojrzeć w jej oczy. - Nie musisz przy mnie udawać,  nie musisz nic nigdy mówić, ale emocje to nie jest słabość, pamiętaj o tym.
- Dobrze. - ponownie się w niego wtuliła.- Dante, co teraz będzie?
- Nie wiem, trzeba będzie..... trzeba będzie po prostu znowu wygrać.
- Boję się. - spojrzał na nią, pierwszy raz przyznała się do strachu, miała zaszklone oczy.
- Posłuchaj....- podniósł jej podbródek, tak by patrzyła na niego. - Ja też, bardzo, ale pamiętaj jestem obok, zawsze będę, jeśli tylko będziesz mnie potrzebować. Dawaliśmy radę przez ostatnie 2 lata, teraz też damy, a potem? Potem będzie, tylko lepiej. - odszedł od niej i zbliżył się do drzwi.- Obiecuje.
Wyszedł, zamknął drzwi. Wiedział, kiedy ona chciała być całkowicie sama i nie pomylił się. Zhalia chciała odpocząć. Podeszła do stolika i zjadła troszkę z tego, co Dante przygotował. Potem położyła się na łóżku i słuchając muzyki zasnęła.

poniedziałek, 19 lutego 2018

PROLOG

Ciemnowłosa kobieta szła jedną z wąskich uliczek. Dookoła niej panowała taka cisza, że dokładnie słychać było jej obcasy stukające o beton. Zdecydowanie nie była zdziwiona brakiem codziennego gwaru, doskonale wiedziała, że jest już sporo po godzinie określanej mianem ,, ciszy nocnej ''.  Spokojnie zmierzała do eleganckiego domu, który znała wręcz doskonale. Jako agentka Fundacji Huntik - po wielu niebezpiecznych misjach, po pracy dla O-R-G-A-N-I-Z-A-C-J-I [o której chciałaby zapomnieć], po wygranej z Profesorem i ze Spiralą Krwi- cały czas zachowywała ostrożność. Bacznie  słuchała każdego szmeru, który docierał do jej uszu, a wzrok był wytężony tak bardzo, że jej źrenice stały się podobne, do źrenic drapieżnego kota. Prawą dłoń zaciskała mocno na rączce od dużej czerwonej walizki, zaś lewą ręką machała swobodnie na wypadek, gdyby jakieś resztki organizacji postanowiły jeszcze ją zaatakować. W głębi duszy wiedziała, że ostatnia bitwa nie zakończyła odwiecznych zmagań Fundacji Huntik - w końcu zawsze znajdzie się jakiś popapraniec żądny władzy. Odetchnęła dopiero w momencie, w którym zapukała delikatnie do znajomych drzwi. Uśmiechnęła się na samą myśl wejścia do niego, choć to wcale nie było ,,w jej stylu''. Zhalia należała do osób zamkniętych w sobie, stanowiła zagadkę dla wielu i nie próbowała ułatwiać nikomu poznawania jej osoby. Po krótkiej chwili drzwi uchyliły się, a ze szpary spojrzały na nią przenikliwe bursztynowe oczy mężczyzny.

-Zhalia! W końcu jesteś! - powiedział mężczyzna w żółtym płaszczu i otworzył szerzej drzwi, zapraszając kobietę do środka.

Od razu przekroczyła próg, odstawiając w korytarzu swoją - nie ukrywając dosyć ciężką - walizkę i oddała gospodarzowi czarny, zamszowy płaszcz. Szybkim ruchem ręki poprawiła pasma ciemnych włosów, które niesfornie opadały jej na oczy i wykrzywiła usta w delikatnym uśmiechu.

- Oto jestem, od dzisiaj Twoje życie stało się lepsze!- powiedziała żartobliwie przy okazji gryząc się w język, nie była przyzwyczajona do swobodnych rozmów z kimkolwiek, mało mówiła i nie wiedziała, jak to zmienić.

- Rzekłbym, że masz rację, ale moje życie stało się lepsze, kiedy rozwaliłaś okna w bibliotece i się poznaliśmy. - odparł mężczyzna i spowodował, że na twarzy młodej kobiety pojawił się rumieniec.

Nie lubiła mówić. Nie lubiła czuć. Każdą swoją emocję traktowała jako słabość i porażkę. Jednak.... Dante był inny, przy nim chciała czuć i kochała rozmawiać, mówiła mu o wszystkim, a kiedy była szpiegiem w szeregach Spirali Krwi spędzała każdą wolną chwilę na pisaniu z nim poprzez magiczny dziennik. Przy nim wszystko stawało się zupełnie nieistotne, wiedziała, że kiedy jest obok niej może czuć się bezpieczna i zrozumiana. Nie rozumiała, jak mógł jej wybaczyć jej wszystkie błędy. Nie wiedziała, dlaczego on robił dla niej tyle, ale wiedziała, że jeśli miałaby wybierać kogoś z kim chciałaby zostać sama na świecie to byłby to Dante.

Idąc do salonu poczuła zapach ciasta, sernik, tak to musiał być sernik. Dante nie umiał piec niczego poza sernikiem i choć bawił ją ten antycukierniczy talent to akurat sernikiem mogłaby się zajadać dniami i nocami...oczywiście przy tym ćwicząc, bo jak każdy łowca musiała trzymać formę.

-Upiekłem sernik, mówię Ci - lepszy niż zwykle.
- Widzę Dante, od razu idź po talerze, bo umrę jeśli nie spróbuję. - zachichotała i usiadła na żółtej sofie.

Przed nią stała drewniana ława. Jak to w domu Dantego bywa na blacie leżała sterta kopert, papierów..... cóż zdecydowanie miał o wiele więcej pracy papierkowej niż zwykle, od kiedy został członkiem Rady Huntik. Zhalia mimo tego, że była dumna z awansu mężczyzny, gdzieś w głębi duszy była niezadowolona. Lubiła ich wspólne misję, a teraz... już od dłuższego czasu widywała go raz w tygodniu albo rzadziej, bo musiała wyjeżdżać z drużyną. Od tego wieczora miało się to zmienić. Parę dni wcześniej Dante zaproponował, aby przestała się tułać po hotelach [ od kiedy jej mieszkanie w Holandii efektownie wybuchło nie miała czasu ani pieniędzy na szukanie i zakup nowego lokum ] i zamieszkała z nim. Nie wiedziała, czym ta propozycja miała być umotywowana, ale po dłuższym namyśle zgodziła się. Ot, przyjacielska przysługa.

-Cholera jasna! - wstała i z gracją przemieściła się do kuchni.
- Jakoś Ci pomóc Dante? - spytała opierając się o ścianę i tłumiąc cichy śmiech spowodowany widokiem karmelowowłosego ubrudzonego wylaną kawą.
- Tak, parzy!
-No już już biedaku. - odparła swoim głębokim głosem ściągając z niego splamiony płaszcz.
Odłożyła go na krześle, a gdy z powrotem się odwróciła ujrzała nagi tors Dantego. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Zmieszała się jak nigdy wcześniej i podniosła czarny sweter z ziemi uciekając wzrokiem od mężczyzny.
-Przepraszam Zhalio! Totalnie zapomniałem, że mieszkam teraz z Tobą i i...
- W porządku Dante, to twoje mieszkanie, nie ma nic dziwnego w tym, że się tu przebierasz.- machnęła ręką i zawróciła do salonu. - Ubieraj się i czekam na sernik! - krzyknęła siadając na sofie.

Założyła nogę na nogę i rozejrzała się. Tak, z pewnością to nowa sytuacja i oboje będą musieli do siebie przywyknąć. To taki rodzaj friendzonu - będą razem mieszkać, ale tylko jako przyjaciele. Ona sama nie wiedziała czy chce jedynie przyjaźni. Wiedziała natomiast, że nie zrobi pierwszego kroku. Kiedyś już prawie się pocałowali, prawie... zanim z impetem wbiegł Lok i im przeszkodził. To było dawno, a więc uznała to za nieistotne, ot wybuch emocji związany z sytuacją, w której się znaleźli. Przymknęła oczy i oparła się o poduszki leżące za nią. Pomyślała, że chciałaby, żeby tak było zawsze - od zawsze i na zawsze. W tym domu czuła spokój.
-Sernik dla pani Zhalii Moon. - rozbrzmiał głos.
-Ależ dziękuję bardzo.- odebrała talerz z rąk gospodarza i od razu skosztowała kawałek ciasta.- Wyborny jak zwykle panie Vale.
- Cieszę się bardzo. Pomyślałem, że jak skończymy się opychać to mogłabyś się rozpakować. Pomógł bym trochę, oprowadził po całym domu, co?- to fakt dotychczas widziała jedynie salon, kuchnię i jedno z pomieszczeń na piętrze, a przecież dom był sporo większy.
- Kusząca propozycja, chętnie skorzystam.- dodała kończąc swoją porcję słodkości i odłożyła talerz na ławę.

Dante wstał podając jej dłoń. Ona podała mu swoją i opierając się na niej wstała. Mężczyzna ruchem ręki wskazał jej drogę. Posłusznie skierowała się w stronę schodów i powoli się po nich wspięła. Właściciel posiadłości pokazywał jej kolejne pokoje, w tym ten jej. Był duży i stanowił połączenie pokoju dziennego z sypialnią i gabinetem. Miał też wyjście na niewielki balkon. Był klimatyczny, podobał jej się. Zwiedzili razem całe mieszkanie, każdy kąt, to Dante opowiadał, ona milczała. Nie wiedziała, co ma mówić, ale zdawało jej się, że mężczyzna doskonale rozumiał jej milczenie i cieszyła się, że nie musiała prowadzić sztucznej konwersacji. Później wspólnie rozpakowali jej rzeczy, nie było ich wiele, nie miała skąd posiadać dużego dorobku. Dokumenty i kilka książek bez problemu zmieściła w szufladzie biurka ustawionego pod ścianą jej nowego lokum. Dwie pary butów - wysokie, które kochała nosić i adidasy znalazły swoje miejsce w komandorze, który od niedawna zdobił korytarz na parterze. Ubrania? Cóż, Zhalia z pewnością nie należała do kobiet, które szczyciły się kolekcją markowych ciuchów. Było to zaledwie kilka podkoszulek, 3 pary spodni, ze dwie bluzki, garnitur [z czasów pracy w organizacji], bluza z kapturem, koszula nocna i bielizna. Szafa, którą dostała była aż za duża, ale pomyślała, że może kiedyś zapełni ją całą - w końcu kiedyś się ustatkuje, a przynajmniej taką miała nadzieję. Zmęczeni ,,przeprowadzką'' kobiety padli na kanapie, a ona sama chętnie przyjęła propozycję obejrzenia filmu - nie będzie musiała się dużo odzywać. Dante zaczął podłączać DVD i głośniki, a ciemnowłosa zniknęła w łazience, aby jeszcze przed seansem wziąć ciepły prysznic i przebrać się w pidżamę. Kiedy wróciła Dante siedział już na sofie pod kocem i wskazał jej miejsce obok niego. Uśmiechnęła się i szybko pojawiła się obok niego. Nakrył jej nogi kocem i puścił film. Początkowo siedzieli wyprostowani jak struny, ale później Dante delikatnie objął ją ramieniem. Nie protestowała, zrobiło jej się ciepło na sercu. Nie znała wcześniej tego uczucia. Zakochała się? Skarciła się szybko za tą myśl - miłość jest dla słabych, a mimo tego poglądu, który kiełkował w jej głowie wtuliła się w niego mocniej i oparła głowę na jego torsie. Wyraźnie słyszała jego bijące serce. Co jakiś czas były łowca spoglądał na kobietę, której widok go rozczulał. Pogładził delikatnie jej włosy, a ona delikatnie się poruszyła. Czuła, że zasypia, ale ten błogi stan przerwało trzaśnięcie drzwi. Zerwała się na równe nogi, nie wiedząc co się dzieje. Dante wyraźnie niezadowolony spojrzał w kierunku wejścia do jego mieszkania. Nie wstał. Jedynie patrzył. Troje nastolatków - jasnowłosa dziewczyna, blondyn i brunet stali w korytarzu. Różowowłosa rzuciła cichaczem jakieś zaklęcie, zaś blondyn zamknął wszystkie zamki na cztery spusty i przy pomocy pilota spuścił metalowe rolety zamontowane w oknach posiadłości Dantego. Dopiero, gdy młodzież odwróciła głowy Sophie - bo tak brzmi imię jasnowłosej łowczyni zauważyła Zhalię - jej przyjaciółkę - która ubrana w koszulę nocną stała osłupiona na przeciw kanapy oraz Dantego, który z grymasem na twarzy spoglądał w ich stronę.

- Przepraszamy, że przeszkadzamy Dante, ale......- urwał blondyn, który dostrzegając ciemnowłosą współpracowniczkę wyraźnie się zmieszał.- eeee, przepraszam, że.... ee ... my tylko.........
- Spoko, nic się nie stało.-  rzekła Zhalia odzyskując opanowanie i swój naturalny chłód w głosie. - To może wyjaśnicie co się stało?
- Co ty tu robisz Zhal? - spytał Den, brunet.
- Zhalia od dzisiaj tu mieszka. - odparł karmelowowłosy wstając z kanapy i robiąc gościom miejsce.
-E.. wy..........?- zaczął Lok.
-NIE.- ucięła nowa domowniczka i zajęła miejsce w fotelu.
- Co was tu sprowadza o tej porze? - spytał Vale.
- Poważnie bardzo Was przepraszamy, ale zostaliśmy zaatakowani.
- Przecież nie macie przez kogo.- odparła Zhalia podnosząc ze stołu filiżankę dawno już zimnej kawy.
- W tym właśnie rzecz!- krzyknęła Sophie. - to byli spiralowcy, ale nie Ci co poprzednio. Byli ubrani w zupełnie inne szaty, ale znak, znak poznam wszędzie, on świecił na ich rękach czerwonym światłem.
- Co nie ma żadnego sensu, bo Obłudnik został pokonany. - dodał Lok. - Byli silniejsi, o wiele, ich moce raniły, dosłownie, dostałem jakimś zaklęciem w dłoń i zrobiła mi się tam rana. O patrzcie! - powiedział nastolatek wystawiając dłoń.
- Łowcy, którzy potrafią wytwarzać fizyczne zranienia? To nie brzmi dobrze. Zazwyczaj jedynie osłabiali naszą moc życiową. - Zhalia spojrzała znad filiżanki.
-Nic nie poczuliście? - spytał Dante patrząc na współlokatorkę i Dena - swego czasu byli oni w Spirali Krwi i zostali naznaczeni ich znakiem.
- Ja nie, mój znak zaniknął, została tylko blizna, sam widziałeś.
-Dokładnie tak samo jest w moim przypadku, więc kto to do cholery był? - zapytał rozemocjonowany brunet, który nerwowo wymachiwał rękami.
- Nie wiem. Z pewnością nikt dobry.- Dante przetarł oczy i zapalił dodatkowe światła w domu. - Zajmiemy się tym jutro. Tymczasem wyśpijcie się. Na górze znajdziecie wolne pokoje.
- Sophie.
-Tak Zhalio?
- Idź do mojego pokoju, przebierz się w moją koszulę, ja mogę zdrzemnąć się na fotelu.
-Dzięki.
-Nie ma o czym mówić.- kobieta machnęła ręką.

Młodzież zniknęła na piętrze domu chronionego zaklęciem Sophie i magicznymi barierami Fundacji Huntik. Tymczasem Zhalia powzięła koc i zawinęła się w niego.
-Wyglądasz jak naleśnik.- Dante zaśmiał się i poklepał wolne miejsce na sofie.- Dawaj znamy się już tyle, że nie pozwolę spać Ci na tym starym, twardym fotelu.
-Normalnie bym odmówiła, ale jednak zmęczyłam się tą całą ich gadaniną.
 Kobieta podeszła i zanim spostrzegła już leżała wtulona w mężczyznę. Praktycznie od razu zasnęła słuchając bicia serca Dantego.
,, Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką widziałem w życiu.'' - pomyślał Vale, na chwilę przed tym jak zmorzył go sen.

Rozdział 3

-Co robimy? - spytał blondyn usilnie szukający jakiegoś punktu zaczepienia. - Daj mi chwilę. - odparła chłodno granatowowłosa kobieta, cał...