Światło powoli docierało do oczu kobiety. Zamrugała kilka razy. Na początku nie miała pojęcia , gdzie była, dopiero po chwili sobie przypomniała - od tygodnia mieszka w domu Dantego Vale'a. Uśmiechnęła się i rozejrzała. Talerze po wczorajszym seansie filmowym nadal leżały na blacie ławy w salonie. Obrali to sobie jako pewien rodzaj tradycji - każdego wieczora od tygodnia oglądali filmy, podobało jej się to, nie musiała mówić i mogła spędzić z nim czas. Koc, którym była nakryta leżał pognieciony na podłodze, napisy jakiegoś dennego serialu leciały w telewizji, zaś obok niej leżał karmelowowłosy mężczyzna przykryty dużą poduszką. Najwidoczniej zabrała mu cały koc i musiał sobie poradzić. Ponownie się uśmiechnęła. Po chwili postanowiła wstać, nie mogła wiecznie przyzwyczajać się do nowego mieszkania - w końcu to już tydzień, trzeba jakoś normalnie funkcjonować, a nie żyć w bajce. Wstając, podniosła koc i odłożyła go na kanapę. Wolnym krokiem poszła do łazienki. Wiedziała, że Dante będzie długo spał - dawno nie miał wolnego i zwyczajnie musiał odpocząć. Zdjęła z siebie koszulę nocną i wrzuciła ją do kosza na pranie myśląc, że nie będzie miała piżamy na dziś. Weszła pod natrysk i puściła wodę, której strumienie od razu pozwoliły się jej zrelaksować. Po 10 minutowej, szybkiej kąpieli owinęła się czerwonym ręcznikiem, który był zawieszony obok prysznica. Stanęła przed lustrem i spojrzała na swoje odbicie. Skrzywiła się stwierdzając, że jej wory pod oczami osiągnęły maksymalny odcień fioletu. Wyglądała - jak twierdziła - jak nieźle skacowana albo zwyczajnie zmęczona, choć wcale tak nie było. Z szafki umieszczonej pod lustrem wyjęła kosmetyczkę i wykonała lekki makijaż. Chcąc już wyjść z pomieszczenia przypomniała sobie o umyciu zębów, a kiedy to uczyniła szybko przemieściła się do ''swojego pokoju'' ( w którym spała może raz, bo zawsze przysypiali z Dantem przy filmie na kanapie w salonie), aby się ubrać. Wciągnęła na siebie biały podkoszulek i rybaczki, z którymi dość rzadko się rozstawała. Na nogi nasunęła nowe skarpetki. Po szybkim rozczesaniu mokrych włosów zbiegła do kuchni. Kątem oka spojrzała na współlokatora. Nadal spał. Pomyślała, że tym razem to ona zrobi śniadanie. Nastawiła wodę w czajniku i zabrała się za robienie jajecznicy. Już po chwili zalała kawę i rozbiła jajka na patelni. Dodała do nich trochę pomidorów - kochała pomidory. Stwierdziła też, że dobrym pomysłem będzie doprawienie dania szczypiorkiem i właśnie, kiedy go siekała skaleczyła się w palec.
-Cholera jasna. - syknęła cicho odruchowo wkładając palec do ust.
- Dzień dobry Zhal.
- Dante! - wykrzyknęła, jakby zdziwił jej widok mężczyzny, wypuściła palec z buzi, jednak za chwile poczuła jak krew ścieka jej po ręce.
-Cholera masz krew na koszulce. - Dante podbiegł do niej, jakby rozcięty palec zagrażał jej życiu. Pomyślała, że oszalał.
-To tylko małe skaleczenie Dante, wszystko okej.
-Zhalia to nie jest małe skaleczenie - wskazał palcem na jej przedramię.
Odruchowo spojrzała na wskazane miejsce i zamarła. Znak spirali, cała blizna była otwarta i krwawiła, jej biały podkoszulek był praktycznie w połowie czerwony, poczuła wilgoć w oczach.
- Dante słabo m..- chciała dokończyć, ale opadła nagle z sił i upadła.
Mężczyzna wyłączył skwierczącą patelnię i szybko wziął kobietę na ręce. Spojrzał w jej oczy, nie zemdlała, po prostu była przerażona. Sam nie wiedział czy widokiem, który zobaczyła, czy przeszłością , czy może ilością krwi. Ułożył ją na żółtej kanapie, nie przejmował się kompletnie cieknącą krwią i pognał po apteczkę. Zhalia nagle osłabła, była blada jak ściana, a on nie chciał widzieć jej w tym stanie, chciał zapewnić jej bezpieczeństwo i poczuł, że w jakiś sposób ją zawiódł, choć ona sama wcale tak nie uważała. Otworzył czerwone pudełeczko i wyjął wodę utlenioną oraz bandaż i gazę.
- Może trochę zaszczypać. - powiedział nieświadomy tego, ile czułości miał w głosie.
Ciemnowłosa syknęła z bólu, ale kiedy zawinął ranę wrócił jej trochę kolor. Nadal była biała jak ściana, ale trochę mniej. Spoglądała w sufit. Dante nigdy nie widział jej tak bezbronnej, wiedział, że mimo tego, co pokazuje jest bardzo krucha psychicznie, nie wiedział, że aż tak i przestraszył się. Usiadła w rogu kanapy i podkuliła nogi.
- Chcesz porozmawiać Zhal?
- Nie. - odparła szorstko i odwróciła głowę w stronę okna. Nie wiedziała co się stało, czuła, że coś złego nadciąga. Ostatnia bitwa była koszmarna, pamiętała żal , kiedy Obłudnik mówił o śmierci Dantego, pamiętała łzy, którymi się dławiła, pamiętała tą bezsilność i obawę o to, że to koniec, nie miała siły przeżywać tego po raz drugi, była przerażona. Dante odszedł ledwie kilka kroków, aby odnieść apteczkę i po drodze przynieść śniadanie, ale zatrzymał go płacz. Ona płakała, pierwszy raz pokazała wszystkie emocje przy nim. Rzucił pudełko na dywan i spojrzał na nią. Ocierała łzy swoją maleńką, zgrabną dłonią i szlochała zasłaniając twarz ciemnymi pasmami włosów. Nie znosiła pokazywać słabości, wiedział o tym. Wrócił do niej i podał jej rękę. W mgnieniu oka wstała i wtuliła się w niego całą sobą. Poczuł, że kocha ją jeszcze mocniej, ale nie chciał tego mówić, to nie była odpowiednia chwila. Zapanowała cisza, którą przerywał jedynie szloch. W końcu Zhalia odsunęła się od mężczyzny i ocierając ostatnią łzę spojrzała na niego.
- Nie powinnam była, przepraszam Dante. - i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć zniknęła najpierw na schodach, a potem w swoim pokoju. Gospodarz domu usiadł w fotelu i ukrył twarz w dłoniach. Zrobiło mu się ciężko na sercu, nie potrafił do niej dotrzeć, a ona przeprosiła go za swoje emocje i nie zareagował. Pomyślał, że jest totalnie beznadziejny. Nie zatrzymał jej, kiedy szła infiltrować Spiralę, nie zauważył, że była szpiegiem, nie potrafił jej rozgryźć i był wręcz wściekły na siebie za to. Po chwili jednak wrócił mu spokój ducha i stwierdził, że nie może się załamać - choćby ze względu na nią. Posprzątał salon i powziął holotom do ręki. Wyszukał wszystkie dotychczas zebrane informację o Spirali Krwi. Nigdy nie widział łowców, który zaklęciami potrafili zadawać rany cielesne ani takich, którzy ranili by siebie by pokazać jedność. Było to dla niego chore i nie wyobrażał sobie by Fundacja Huntik ( w której z resztą drżało już od plotek na temat śmiercionośnych łowców ) robiła podobne rzeczy. Nie znalazł żadnych informacji, kimkolwiek byli, to byli poza jego zasięgiem. Huk drzwi sprawił, że mężczyzna podskoczył.
-Dante uciekajmy! - krzyknął blondyn wpuszczając zdruzgotanych Sophie i Den'a, który trzasnął drzwiami i oparł się o nie plecami.
- Co jest?!
-Otoczyli dom Dante, nie jesteście tu bezpieczni. - odparł Lok.
-Mylisz się, przyszliśmy tu się schronić.
- Co ty bredzisz Sophie? - spytał zdezorientowany blondyn.
- Powiedziałam przy nich, że uciekamy, bo będą nas szukać, nie będą myśleć, że jesteśmy tutaj. Dante opuść rolety i uruchom system obrony, ja zajmę się barierą.
Mężczyzna skinął głową i przy pomocy pilota zadbał by zabezpieczyć drzwi i okna domu.
- Co tu się dzieje? - ciemnowłosa pojawiła się niezauważona i opierała się o ścianę przy schodach.
Wszyscy nagle spojrzeli na nią i popatrzyli na siebie. Den błyskawicznie spostrzegł opatrunek na ręce koleżanki i odruchowo spojrzał na swoje przedramię, odetchnął, wszystko w normie. Blondyn stojący na przeciw kobiety już otworzył usta, ale Dante mu gwałtownie przerwał.
- Nic ważnego, wracaj do siebie Zhal.
-Zhal? - spytał Lok, ale nie uzyskał odpowiedzi.
Granatowowłosa jedynie mruknęła coś pod nosem i wspięła się z powrotem na piętro. Nie miała najmniejszego zamiaru domyślać się, co się wydarzyło, wręcz nie chciała węsząc nosem jakąś tragedię. Posłusznie położyła się na swoim łóżku i włożyła słuchawki w uszy.
- Dante, dlaczego jej nie powiedziałeś? - spytała Sophie siadając na kanapie wraz z resztą gości.
- Miała ciężki dzień, nie chcę jej dołować.
- Ale przecież to jej dotyczy, widziałem bandaż w ,,tym'' miejscu..... - odparł Den mierząc wzrokiem właściciela posiadłości.
- Powiedziałem, że miała ciężki dzień i nie będzie się teraz denerwowała atakiem na was.
- Ale Dante......
- Cholera jasna, powiedziałem nie to nie. - krzyknął wzburzony mężczyzna i spojrzał na zszokowane twarze nastolatków. - Przepraszam, nie wiem, co mi dzisiaj jest. - powiedział głęboko wzdychając.
-Nic się nie stało Dante, rozumiemy. - odparła Sophie.
- Słuchajcie robimy tak, dopóki nie będziemy pewni, że odeszli Sophie będzie spała w pokoju obok Zhalii, Den i Lok w mojej sypialni - dostawimy łóżko polowe, a ja zostanę na kanapie.
- Tak jest kapitanie. - dodał wesoło Lok, choć nikomu nie było do śmiechu.
Nastolatkowie wstali i rozeszli się do wskazanych przez Dantego pokoi, on sam oparł się o kanapę i odchylił głowę w tył. Zamknął oczy. Nie mógł wyobrazić sobie, jaki natłok emocji musiał spotkać dzisiaj Zhalię. To miał być normalny dzień. To miał być normalny tydzień. Miesiąc, rok i kolejne lata. Miał wobec niej plany, bo myślał, że w końcu to wszystko się uspokoi. Ma stałą posadę w Radzie i dorabia jako detektyw, ona jeździ na misję jedynie w roli archeologa i badacza i jak zwykle, kiedy już wydawało mu się, że jego życie się ustabilizuje pojawia się ktoś, a raczej coś, co mu to skutecznie uniemożliwia pozostawiając kolejne blizny na jego duszy i ciele. Siedział prawie piętnaście minut w totalnym bezruchu. W końcu jednak postanowił wstać i zrobić kawę. ,, Jej też się przyda.'' - pomyślał wyciągając dwie filiżanki zamiast jednej. Podczas, gdy woda się gotowała przyszykował tacę i talerzyki. Zrobił drobną kolację, nie pozwoliłby, żeby nie przełknęła niczego od rana. Po zaparzeniu kawy wziął całość i uważając na każdy stopień wszedł na piętro. Przełożył tacę na jedną rękę i cicho westchnął. Zapukał. Brak odpowiedzi. Puk-puk. Brak odpowiedzi. Postanowił wejść. Nacisnął klamkę i stanął w drzwiach, które po chwili zamknął za sobą. Bez słowa odłożył posiłek na stolik nocny i spojrzał na Zhalię. Leżała skulona na łóżku ze słuchawkami w uszach. Była tyłem do niego i odniósł wrażenie, że nie zauważyła jego obecności. Nawet, kiedy nie widział jej twarzy wydawała mu się bezgranicznie piękna. Dopiero teraz spostrzegł, że Zhalia jest bardzo drobną kobietą. Wręcz chudą. To śmieszne, że nie zauważył tego przez 2 lata spędzone z nią na misjach. Cóż, zawsze nosiła luźne rzeczy, które zakrywały jej niedowagę. Teraz leżała w samej koszulce i majtkach. Ściągnął z siebie płaszcz i położył na krześle stojącym obok komody. Podszedł do łóżka i usiadł. Wiedział, że poczuje ciężar. Tak jak podejrzewał natychmiastowo zareagowała siadając obok niego. Spojrzał w jej oczy - nic nie powiedziała, jedynie wyjęła słuchawki z uszu i odłożyła odtwarzacz MP3 obok siebie. Delikatnie wziął jej zranioną rękę. Cicho syknęła, ale szybko zakryła ból delikatnym uśmiechem. Puścił przedramię i zacisnął swoją dłoń pomiędzy jej zgrabnymi palcami. Spojrzała na niego zszokowana, ale nie zaprotestowała. Po chwili wręcz się przysunęła i oparła głowę na jego ramieniu.
- Bardzo bolało? - zapytał.
-Nie. - odparła ze swoim naturalnym chłodem w głosie.
- A tak naprawdę ?
- To bolało cholernie. - powiedziała dużo ciszej.
- Zhalio....- skierował głowę w jej stronę, tak by mógł spojrzeć w jej oczy. - Nie musisz przy mnie udawać, nie musisz nic nigdy mówić, ale emocje to nie jest słabość, pamiętaj o tym.
- Dobrze. - ponownie się w niego wtuliła.- Dante, co teraz będzie?
- Nie wiem, trzeba będzie..... trzeba będzie po prostu znowu wygrać.
- Boję się. - spojrzał na nią, pierwszy raz przyznała się do strachu, miała zaszklone oczy.
- Posłuchaj....- podniósł jej podbródek, tak by patrzyła na niego. - Ja też, bardzo, ale pamiętaj jestem obok, zawsze będę, jeśli tylko będziesz mnie potrzebować. Dawaliśmy radę przez ostatnie 2 lata, teraz też damy, a potem? Potem będzie, tylko lepiej. - odszedł od niej i zbliżył się do drzwi.- Obiecuje.
Wyszedł, zamknął drzwi. Wiedział, kiedy ona chciała być całkowicie sama i nie pomylił się. Zhalia chciała odpocząć. Podeszła do stolika i zjadła troszkę z tego, co Dante przygotował. Potem położyła się na łóżku i słuchając muzyki zasnęła.
-Cholera jasna. - syknęła cicho odruchowo wkładając palec do ust.
- Dzień dobry Zhal.
- Dante! - wykrzyknęła, jakby zdziwił jej widok mężczyzny, wypuściła palec z buzi, jednak za chwile poczuła jak krew ścieka jej po ręce.
-Cholera masz krew na koszulce. - Dante podbiegł do niej, jakby rozcięty palec zagrażał jej życiu. Pomyślała, że oszalał.
-To tylko małe skaleczenie Dante, wszystko okej.
-Zhalia to nie jest małe skaleczenie - wskazał palcem na jej przedramię.
Odruchowo spojrzała na wskazane miejsce i zamarła. Znak spirali, cała blizna była otwarta i krwawiła, jej biały podkoszulek był praktycznie w połowie czerwony, poczuła wilgoć w oczach.
- Dante słabo m..- chciała dokończyć, ale opadła nagle z sił i upadła.
Mężczyzna wyłączył skwierczącą patelnię i szybko wziął kobietę na ręce. Spojrzał w jej oczy, nie zemdlała, po prostu była przerażona. Sam nie wiedział czy widokiem, który zobaczyła, czy przeszłością , czy może ilością krwi. Ułożył ją na żółtej kanapie, nie przejmował się kompletnie cieknącą krwią i pognał po apteczkę. Zhalia nagle osłabła, była blada jak ściana, a on nie chciał widzieć jej w tym stanie, chciał zapewnić jej bezpieczeństwo i poczuł, że w jakiś sposób ją zawiódł, choć ona sama wcale tak nie uważała. Otworzył czerwone pudełeczko i wyjął wodę utlenioną oraz bandaż i gazę.
- Może trochę zaszczypać. - powiedział nieświadomy tego, ile czułości miał w głosie.
Ciemnowłosa syknęła z bólu, ale kiedy zawinął ranę wrócił jej trochę kolor. Nadal była biała jak ściana, ale trochę mniej. Spoglądała w sufit. Dante nigdy nie widział jej tak bezbronnej, wiedział, że mimo tego, co pokazuje jest bardzo krucha psychicznie, nie wiedział, że aż tak i przestraszył się. Usiadła w rogu kanapy i podkuliła nogi.
- Chcesz porozmawiać Zhal?
- Nie. - odparła szorstko i odwróciła głowę w stronę okna. Nie wiedziała co się stało, czuła, że coś złego nadciąga. Ostatnia bitwa była koszmarna, pamiętała żal , kiedy Obłudnik mówił o śmierci Dantego, pamiętała łzy, którymi się dławiła, pamiętała tą bezsilność i obawę o to, że to koniec, nie miała siły przeżywać tego po raz drugi, była przerażona. Dante odszedł ledwie kilka kroków, aby odnieść apteczkę i po drodze przynieść śniadanie, ale zatrzymał go płacz. Ona płakała, pierwszy raz pokazała wszystkie emocje przy nim. Rzucił pudełko na dywan i spojrzał na nią. Ocierała łzy swoją maleńką, zgrabną dłonią i szlochała zasłaniając twarz ciemnymi pasmami włosów. Nie znosiła pokazywać słabości, wiedział o tym. Wrócił do niej i podał jej rękę. W mgnieniu oka wstała i wtuliła się w niego całą sobą. Poczuł, że kocha ją jeszcze mocniej, ale nie chciał tego mówić, to nie była odpowiednia chwila. Zapanowała cisza, którą przerywał jedynie szloch. W końcu Zhalia odsunęła się od mężczyzny i ocierając ostatnią łzę spojrzała na niego.
- Nie powinnam była, przepraszam Dante. - i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć zniknęła najpierw na schodach, a potem w swoim pokoju. Gospodarz domu usiadł w fotelu i ukrył twarz w dłoniach. Zrobiło mu się ciężko na sercu, nie potrafił do niej dotrzeć, a ona przeprosiła go za swoje emocje i nie zareagował. Pomyślał, że jest totalnie beznadziejny. Nie zatrzymał jej, kiedy szła infiltrować Spiralę, nie zauważył, że była szpiegiem, nie potrafił jej rozgryźć i był wręcz wściekły na siebie za to. Po chwili jednak wrócił mu spokój ducha i stwierdził, że nie może się załamać - choćby ze względu na nią. Posprzątał salon i powziął holotom do ręki. Wyszukał wszystkie dotychczas zebrane informację o Spirali Krwi. Nigdy nie widział łowców, który zaklęciami potrafili zadawać rany cielesne ani takich, którzy ranili by siebie by pokazać jedność. Było to dla niego chore i nie wyobrażał sobie by Fundacja Huntik ( w której z resztą drżało już od plotek na temat śmiercionośnych łowców ) robiła podobne rzeczy. Nie znalazł żadnych informacji, kimkolwiek byli, to byli poza jego zasięgiem. Huk drzwi sprawił, że mężczyzna podskoczył.
-Dante uciekajmy! - krzyknął blondyn wpuszczając zdruzgotanych Sophie i Den'a, który trzasnął drzwiami i oparł się o nie plecami.
- Co jest?!
-Otoczyli dom Dante, nie jesteście tu bezpieczni. - odparł Lok.
-Mylisz się, przyszliśmy tu się schronić.
- Co ty bredzisz Sophie? - spytał zdezorientowany blondyn.
- Powiedziałam przy nich, że uciekamy, bo będą nas szukać, nie będą myśleć, że jesteśmy tutaj. Dante opuść rolety i uruchom system obrony, ja zajmę się barierą.
Mężczyzna skinął głową i przy pomocy pilota zadbał by zabezpieczyć drzwi i okna domu.
- Co tu się dzieje? - ciemnowłosa pojawiła się niezauważona i opierała się o ścianę przy schodach.
Wszyscy nagle spojrzeli na nią i popatrzyli na siebie. Den błyskawicznie spostrzegł opatrunek na ręce koleżanki i odruchowo spojrzał na swoje przedramię, odetchnął, wszystko w normie. Blondyn stojący na przeciw kobiety już otworzył usta, ale Dante mu gwałtownie przerwał.
- Nic ważnego, wracaj do siebie Zhal.
-Zhal? - spytał Lok, ale nie uzyskał odpowiedzi.
Granatowowłosa jedynie mruknęła coś pod nosem i wspięła się z powrotem na piętro. Nie miała najmniejszego zamiaru domyślać się, co się wydarzyło, wręcz nie chciała węsząc nosem jakąś tragedię. Posłusznie położyła się na swoim łóżku i włożyła słuchawki w uszy.
- Dante, dlaczego jej nie powiedziałeś? - spytała Sophie siadając na kanapie wraz z resztą gości.
- Miała ciężki dzień, nie chcę jej dołować.
- Ale przecież to jej dotyczy, widziałem bandaż w ,,tym'' miejscu..... - odparł Den mierząc wzrokiem właściciela posiadłości.
- Powiedziałem, że miała ciężki dzień i nie będzie się teraz denerwowała atakiem na was.
- Ale Dante......
- Cholera jasna, powiedziałem nie to nie. - krzyknął wzburzony mężczyzna i spojrzał na zszokowane twarze nastolatków. - Przepraszam, nie wiem, co mi dzisiaj jest. - powiedział głęboko wzdychając.
-Nic się nie stało Dante, rozumiemy. - odparła Sophie.
- Słuchajcie robimy tak, dopóki nie będziemy pewni, że odeszli Sophie będzie spała w pokoju obok Zhalii, Den i Lok w mojej sypialni - dostawimy łóżko polowe, a ja zostanę na kanapie.
- Tak jest kapitanie. - dodał wesoło Lok, choć nikomu nie było do śmiechu.
Nastolatkowie wstali i rozeszli się do wskazanych przez Dantego pokoi, on sam oparł się o kanapę i odchylił głowę w tył. Zamknął oczy. Nie mógł wyobrazić sobie, jaki natłok emocji musiał spotkać dzisiaj Zhalię. To miał być normalny dzień. To miał być normalny tydzień. Miesiąc, rok i kolejne lata. Miał wobec niej plany, bo myślał, że w końcu to wszystko się uspokoi. Ma stałą posadę w Radzie i dorabia jako detektyw, ona jeździ na misję jedynie w roli archeologa i badacza i jak zwykle, kiedy już wydawało mu się, że jego życie się ustabilizuje pojawia się ktoś, a raczej coś, co mu to skutecznie uniemożliwia pozostawiając kolejne blizny na jego duszy i ciele. Siedział prawie piętnaście minut w totalnym bezruchu. W końcu jednak postanowił wstać i zrobić kawę. ,, Jej też się przyda.'' - pomyślał wyciągając dwie filiżanki zamiast jednej. Podczas, gdy woda się gotowała przyszykował tacę i talerzyki. Zrobił drobną kolację, nie pozwoliłby, żeby nie przełknęła niczego od rana. Po zaparzeniu kawy wziął całość i uważając na każdy stopień wszedł na piętro. Przełożył tacę na jedną rękę i cicho westchnął. Zapukał. Brak odpowiedzi. Puk-puk. Brak odpowiedzi. Postanowił wejść. Nacisnął klamkę i stanął w drzwiach, które po chwili zamknął za sobą. Bez słowa odłożył posiłek na stolik nocny i spojrzał na Zhalię. Leżała skulona na łóżku ze słuchawkami w uszach. Była tyłem do niego i odniósł wrażenie, że nie zauważyła jego obecności. Nawet, kiedy nie widział jej twarzy wydawała mu się bezgranicznie piękna. Dopiero teraz spostrzegł, że Zhalia jest bardzo drobną kobietą. Wręcz chudą. To śmieszne, że nie zauważył tego przez 2 lata spędzone z nią na misjach. Cóż, zawsze nosiła luźne rzeczy, które zakrywały jej niedowagę. Teraz leżała w samej koszulce i majtkach. Ściągnął z siebie płaszcz i położył na krześle stojącym obok komody. Podszedł do łóżka i usiadł. Wiedział, że poczuje ciężar. Tak jak podejrzewał natychmiastowo zareagowała siadając obok niego. Spojrzał w jej oczy - nic nie powiedziała, jedynie wyjęła słuchawki z uszu i odłożyła odtwarzacz MP3 obok siebie. Delikatnie wziął jej zranioną rękę. Cicho syknęła, ale szybko zakryła ból delikatnym uśmiechem. Puścił przedramię i zacisnął swoją dłoń pomiędzy jej zgrabnymi palcami. Spojrzała na niego zszokowana, ale nie zaprotestowała. Po chwili wręcz się przysunęła i oparła głowę na jego ramieniu.
- Bardzo bolało? - zapytał.
-Nie. - odparła ze swoim naturalnym chłodem w głosie.
- A tak naprawdę ?
- To bolało cholernie. - powiedziała dużo ciszej.
- Zhalio....- skierował głowę w jej stronę, tak by mógł spojrzeć w jej oczy. - Nie musisz przy mnie udawać, nie musisz nic nigdy mówić, ale emocje to nie jest słabość, pamiętaj o tym.
- Dobrze. - ponownie się w niego wtuliła.- Dante, co teraz będzie?
- Nie wiem, trzeba będzie..... trzeba będzie po prostu znowu wygrać.
- Boję się. - spojrzał na nią, pierwszy raz przyznała się do strachu, miała zaszklone oczy.
- Posłuchaj....- podniósł jej podbródek, tak by patrzyła na niego. - Ja też, bardzo, ale pamiętaj jestem obok, zawsze będę, jeśli tylko będziesz mnie potrzebować. Dawaliśmy radę przez ostatnie 2 lata, teraz też damy, a potem? Potem będzie, tylko lepiej. - odszedł od niej i zbliżył się do drzwi.- Obiecuje.
Wyszedł, zamknął drzwi. Wiedział, kiedy ona chciała być całkowicie sama i nie pomylił się. Zhalia chciała odpocząć. Podeszła do stolika i zjadła troszkę z tego, co Dante przygotował. Potem położyła się na łóżku i słuchając muzyki zasnęła.