Ciemnowłosa kobieta szła jedną z wąskich uliczek. Dookoła niej panowała taka cisza, że dokładnie słychać było jej obcasy stukające o beton. Zdecydowanie nie była zdziwiona brakiem codziennego gwaru, doskonale wiedziała, że jest już sporo po godzinie określanej mianem ,, ciszy nocnej ''. Spokojnie zmierzała do eleganckiego domu, który znała wręcz doskonale. Jako agentka Fundacji Huntik - po wielu niebezpiecznych misjach, po pracy dla O-R-G-A-N-I-Z-A-C-J-I [o której chciałaby zapomnieć], po wygranej z Profesorem i ze Spiralą Krwi- cały czas zachowywała ostrożność. Bacznie słuchała każdego szmeru, który docierał do jej uszu, a wzrok był wytężony tak bardzo, że jej źrenice stały się podobne, do źrenic drapieżnego kota. Prawą dłoń zaciskała mocno na rączce od dużej czerwonej walizki, zaś lewą ręką machała swobodnie na wypadek, gdyby jakieś resztki organizacji postanowiły jeszcze ją zaatakować. W głębi duszy wiedziała, że ostatnia bitwa nie zakończyła odwiecznych zmagań Fundacji Huntik - w końcu zawsze znajdzie się jakiś popapraniec żądny władzy. Odetchnęła dopiero w momencie, w którym zapukała delikatnie do znajomych drzwi. Uśmiechnęła się na samą myśl wejścia do niego, choć to wcale nie było ,,w jej stylu''. Zhalia należała do osób zamkniętych w sobie, stanowiła zagadkę dla wielu i nie próbowała ułatwiać nikomu poznawania jej osoby. Po krótkiej chwili drzwi uchyliły się, a ze szpary spojrzały na nią przenikliwe bursztynowe oczy mężczyzny.
-Zhalia! W końcu jesteś! - powiedział mężczyzna w żółtym płaszczu i otworzył szerzej drzwi, zapraszając kobietę do środka.
Od razu przekroczyła próg, odstawiając w korytarzu swoją - nie ukrywając dosyć ciężką - walizkę i oddała gospodarzowi czarny, zamszowy płaszcz. Szybkim ruchem ręki poprawiła pasma ciemnych włosów, które niesfornie opadały jej na oczy i wykrzywiła usta w delikatnym uśmiechu.
- Oto jestem, od dzisiaj Twoje życie stało się lepsze!- powiedziała żartobliwie przy okazji gryząc się w język, nie była przyzwyczajona do swobodnych rozmów z kimkolwiek, mało mówiła i nie wiedziała, jak to zmienić.
- Rzekłbym, że masz rację, ale moje życie stało się lepsze, kiedy rozwaliłaś okna w bibliotece i się poznaliśmy. - odparł mężczyzna i spowodował, że na twarzy młodej kobiety pojawił się rumieniec.
Nie lubiła mówić. Nie lubiła czuć. Każdą swoją emocję traktowała jako słabość i porażkę. Jednak.... Dante był inny, przy nim chciała czuć i kochała rozmawiać, mówiła mu o wszystkim, a kiedy była szpiegiem w szeregach Spirali Krwi spędzała każdą wolną chwilę na pisaniu z nim poprzez magiczny dziennik. Przy nim wszystko stawało się zupełnie nieistotne, wiedziała, że kiedy jest obok niej może czuć się bezpieczna i zrozumiana. Nie rozumiała, jak mógł jej wybaczyć jej wszystkie błędy. Nie wiedziała, dlaczego on robił dla niej tyle, ale wiedziała, że jeśli miałaby wybierać kogoś z kim chciałaby zostać sama na świecie to byłby to Dante.
Idąc do salonu poczuła zapach ciasta, sernik, tak to musiał być sernik. Dante nie umiał piec niczego poza sernikiem i choć bawił ją ten antycukierniczy talent to akurat sernikiem mogłaby się zajadać dniami i nocami...oczywiście przy tym ćwicząc, bo jak każdy łowca musiała trzymać formę.
-Upiekłem sernik, mówię Ci - lepszy niż zwykle.
- Widzę Dante, od razu idź po talerze, bo umrę jeśli nie spróbuję. - zachichotała i usiadła na żółtej sofie.
Przed nią stała drewniana ława. Jak to w domu Dantego bywa na blacie leżała sterta kopert, papierów..... cóż zdecydowanie miał o wiele więcej pracy papierkowej niż zwykle, od kiedy został członkiem Rady Huntik. Zhalia mimo tego, że była dumna z awansu mężczyzny, gdzieś w głębi duszy była niezadowolona. Lubiła ich wspólne misję, a teraz... już od dłuższego czasu widywała go raz w tygodniu albo rzadziej, bo musiała wyjeżdżać z drużyną. Od tego wieczora miało się to zmienić. Parę dni wcześniej Dante zaproponował, aby przestała się tułać po hotelach [ od kiedy jej mieszkanie w Holandii efektownie wybuchło nie miała czasu ani pieniędzy na szukanie i zakup nowego lokum ] i zamieszkała z nim. Nie wiedziała, czym ta propozycja miała być umotywowana, ale po dłuższym namyśle zgodziła się. Ot, przyjacielska przysługa.
-Cholera jasna! - wstała i z gracją przemieściła się do kuchni.
- Jakoś Ci pomóc Dante? - spytała opierając się o ścianę i tłumiąc cichy śmiech spowodowany widokiem karmelowowłosego ubrudzonego wylaną kawą.
- Tak, parzy!
-No już już biedaku. - odparła swoim głębokim głosem ściągając z niego splamiony płaszcz.
Odłożyła go na krześle, a gdy z powrotem się odwróciła ujrzała nagi tors Dantego. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Zmieszała się jak nigdy wcześniej i podniosła czarny sweter z ziemi uciekając wzrokiem od mężczyzny.
-Przepraszam Zhalio! Totalnie zapomniałem, że mieszkam teraz z Tobą i i...
- W porządku Dante, to twoje mieszkanie, nie ma nic dziwnego w tym, że się tu przebierasz.- machnęła ręką i zawróciła do salonu. - Ubieraj się i czekam na sernik! - krzyknęła siadając na sofie.
Założyła nogę na nogę i rozejrzała się. Tak, z pewnością to nowa sytuacja i oboje będą musieli do siebie przywyknąć. To taki rodzaj friendzonu - będą razem mieszkać, ale tylko jako przyjaciele. Ona sama nie wiedziała czy chce jedynie przyjaźni. Wiedziała natomiast, że nie zrobi pierwszego kroku. Kiedyś już prawie się pocałowali, prawie... zanim z impetem wbiegł Lok i im przeszkodził. To było dawno, a więc uznała to za nieistotne, ot wybuch emocji związany z sytuacją, w której się znaleźli. Przymknęła oczy i oparła się o poduszki leżące za nią. Pomyślała, że chciałaby, żeby tak było zawsze - od zawsze i na zawsze. W tym domu czuła spokój.
-Sernik dla pani Zhalii Moon. - rozbrzmiał głos.
-Ależ dziękuję bardzo.- odebrała talerz z rąk gospodarza i od razu skosztowała kawałek ciasta.- Wyborny jak zwykle panie Vale.
- Cieszę się bardzo. Pomyślałem, że jak skończymy się opychać to mogłabyś się rozpakować. Pomógł bym trochę, oprowadził po całym domu, co?- to fakt dotychczas widziała jedynie salon, kuchnię i jedno z pomieszczeń na piętrze, a przecież dom był sporo większy.
- Kusząca propozycja, chętnie skorzystam.- dodała kończąc swoją porcję słodkości i odłożyła talerz na ławę.
Dante wstał podając jej dłoń. Ona podała mu swoją i opierając się na niej wstała. Mężczyzna ruchem ręki wskazał jej drogę. Posłusznie skierowała się w stronę schodów i powoli się po nich wspięła. Właściciel posiadłości pokazywał jej kolejne pokoje, w tym ten jej. Był duży i stanowił połączenie pokoju dziennego z sypialnią i gabinetem. Miał też wyjście na niewielki balkon. Był klimatyczny, podobał jej się. Zwiedzili razem całe mieszkanie, każdy kąt, to Dante opowiadał, ona milczała. Nie wiedziała, co ma mówić, ale zdawało jej się, że mężczyzna doskonale rozumiał jej milczenie i cieszyła się, że nie musiała prowadzić sztucznej konwersacji. Później wspólnie rozpakowali jej rzeczy, nie było ich wiele, nie miała skąd posiadać dużego dorobku. Dokumenty i kilka książek bez problemu zmieściła w szufladzie biurka ustawionego pod ścianą jej nowego lokum. Dwie pary butów - wysokie, które kochała nosić i adidasy znalazły swoje miejsce w komandorze, który od niedawna zdobił korytarz na parterze. Ubrania? Cóż, Zhalia z pewnością nie należała do kobiet, które szczyciły się kolekcją markowych ciuchów. Było to zaledwie kilka podkoszulek, 3 pary spodni, ze dwie bluzki, garnitur [z czasów pracy w organizacji], bluza z kapturem, koszula nocna i bielizna. Szafa, którą dostała była aż za duża, ale pomyślała, że może kiedyś zapełni ją całą - w końcu kiedyś się ustatkuje, a przynajmniej taką miała nadzieję. Zmęczeni ,,przeprowadzką'' kobiety padli na kanapie, a ona sama chętnie przyjęła propozycję obejrzenia filmu - nie będzie musiała się dużo odzywać. Dante zaczął podłączać DVD i głośniki, a ciemnowłosa zniknęła w łazience, aby jeszcze przed seansem wziąć ciepły prysznic i przebrać się w pidżamę. Kiedy wróciła Dante siedział już na sofie pod kocem i wskazał jej miejsce obok niego. Uśmiechnęła się i szybko pojawiła się obok niego. Nakrył jej nogi kocem i puścił film. Początkowo siedzieli wyprostowani jak struny, ale później Dante delikatnie objął ją ramieniem. Nie protestowała, zrobiło jej się ciepło na sercu. Nie znała wcześniej tego uczucia. Zakochała się? Skarciła się szybko za tą myśl - miłość jest dla słabych, a mimo tego poglądu, który kiełkował w jej głowie wtuliła się w niego mocniej i oparła głowę na jego torsie. Wyraźnie słyszała jego bijące serce. Co jakiś czas były łowca spoglądał na kobietę, której widok go rozczulał. Pogładził delikatnie jej włosy, a ona delikatnie się poruszyła. Czuła, że zasypia, ale ten błogi stan przerwało trzaśnięcie drzwi. Zerwała się na równe nogi, nie wiedząc co się dzieje. Dante wyraźnie niezadowolony spojrzał w kierunku wejścia do jego mieszkania. Nie wstał. Jedynie patrzył. Troje nastolatków - jasnowłosa dziewczyna, blondyn i brunet stali w korytarzu. Różowowłosa rzuciła cichaczem jakieś zaklęcie, zaś blondyn zamknął wszystkie zamki na cztery spusty i przy pomocy pilota spuścił metalowe rolety zamontowane w oknach posiadłości Dantego. Dopiero, gdy młodzież odwróciła głowy Sophie - bo tak brzmi imię jasnowłosej łowczyni zauważyła Zhalię - jej przyjaciółkę - która ubrana w koszulę nocną stała osłupiona na przeciw kanapy oraz Dantego, który z grymasem na twarzy spoglądał w ich stronę.
- Przepraszamy, że przeszkadzamy Dante, ale......- urwał blondyn, który dostrzegając ciemnowłosą współpracowniczkę wyraźnie się zmieszał.- eeee, przepraszam, że.... ee ... my tylko.........
- Spoko, nic się nie stało.- rzekła Zhalia odzyskując opanowanie i swój naturalny chłód w głosie. - To może wyjaśnicie co się stało?
- Co ty tu robisz Zhal? - spytał Den, brunet.
- Zhalia od dzisiaj tu mieszka. - odparł karmelowowłosy wstając z kanapy i robiąc gościom miejsce.
-E.. wy..........?- zaczął Lok.
-NIE.- ucięła nowa domowniczka i zajęła miejsce w fotelu.
- Co was tu sprowadza o tej porze? - spytał Vale.
- Poważnie bardzo Was przepraszamy, ale zostaliśmy zaatakowani.
- Przecież nie macie przez kogo.- odparła Zhalia podnosząc ze stołu filiżankę dawno już zimnej kawy.
- W tym właśnie rzecz!- krzyknęła Sophie. - to byli spiralowcy, ale nie Ci co poprzednio. Byli ubrani w zupełnie inne szaty, ale znak, znak poznam wszędzie, on świecił na ich rękach czerwonym światłem.
- Co nie ma żadnego sensu, bo Obłudnik został pokonany. - dodał Lok. - Byli silniejsi, o wiele, ich moce raniły, dosłownie, dostałem jakimś zaklęciem w dłoń i zrobiła mi się tam rana. O patrzcie! - powiedział nastolatek wystawiając dłoń.
- Łowcy, którzy potrafią wytwarzać fizyczne zranienia? To nie brzmi dobrze. Zazwyczaj jedynie osłabiali naszą moc życiową. - Zhalia spojrzała znad filiżanki.
-Nic nie poczuliście? - spytał Dante patrząc na współlokatorkę i Dena - swego czasu byli oni w Spirali Krwi i zostali naznaczeni ich znakiem.
- Ja nie, mój znak zaniknął, została tylko blizna, sam widziałeś.
-Dokładnie tak samo jest w moim przypadku, więc kto to do cholery był? - zapytał rozemocjonowany brunet, który nerwowo wymachiwał rękami.
- Nie wiem. Z pewnością nikt dobry.- Dante przetarł oczy i zapalił dodatkowe światła w domu. - Zajmiemy się tym jutro. Tymczasem wyśpijcie się. Na górze znajdziecie wolne pokoje.
- Sophie.
-Tak Zhalio?
- Idź do mojego pokoju, przebierz się w moją koszulę, ja mogę zdrzemnąć się na fotelu.
-Dzięki.
-Nie ma o czym mówić.- kobieta machnęła ręką.
Młodzież zniknęła na piętrze domu chronionego zaklęciem Sophie i magicznymi barierami Fundacji Huntik. Tymczasem Zhalia powzięła koc i zawinęła się w niego.
-Wyglądasz jak naleśnik.- Dante zaśmiał się i poklepał wolne miejsce na sofie.- Dawaj znamy się już tyle, że nie pozwolę spać Ci na tym starym, twardym fotelu.
-Normalnie bym odmówiła, ale jednak zmęczyłam się tą całą ich gadaniną.
Kobieta podeszła i zanim spostrzegła już leżała wtulona w mężczyznę. Praktycznie od razu zasnęła słuchając bicia serca Dantego.
,, Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką widziałem w życiu.'' - pomyślał Vale, na chwilę przed tym jak zmorzył go sen.
-Zhalia! W końcu jesteś! - powiedział mężczyzna w żółtym płaszczu i otworzył szerzej drzwi, zapraszając kobietę do środka.
Od razu przekroczyła próg, odstawiając w korytarzu swoją - nie ukrywając dosyć ciężką - walizkę i oddała gospodarzowi czarny, zamszowy płaszcz. Szybkim ruchem ręki poprawiła pasma ciemnych włosów, które niesfornie opadały jej na oczy i wykrzywiła usta w delikatnym uśmiechu.
- Oto jestem, od dzisiaj Twoje życie stało się lepsze!- powiedziała żartobliwie przy okazji gryząc się w język, nie była przyzwyczajona do swobodnych rozmów z kimkolwiek, mało mówiła i nie wiedziała, jak to zmienić.
- Rzekłbym, że masz rację, ale moje życie stało się lepsze, kiedy rozwaliłaś okna w bibliotece i się poznaliśmy. - odparł mężczyzna i spowodował, że na twarzy młodej kobiety pojawił się rumieniec.
Nie lubiła mówić. Nie lubiła czuć. Każdą swoją emocję traktowała jako słabość i porażkę. Jednak.... Dante był inny, przy nim chciała czuć i kochała rozmawiać, mówiła mu o wszystkim, a kiedy była szpiegiem w szeregach Spirali Krwi spędzała każdą wolną chwilę na pisaniu z nim poprzez magiczny dziennik. Przy nim wszystko stawało się zupełnie nieistotne, wiedziała, że kiedy jest obok niej może czuć się bezpieczna i zrozumiana. Nie rozumiała, jak mógł jej wybaczyć jej wszystkie błędy. Nie wiedziała, dlaczego on robił dla niej tyle, ale wiedziała, że jeśli miałaby wybierać kogoś z kim chciałaby zostać sama na świecie to byłby to Dante.
Idąc do salonu poczuła zapach ciasta, sernik, tak to musiał być sernik. Dante nie umiał piec niczego poza sernikiem i choć bawił ją ten antycukierniczy talent to akurat sernikiem mogłaby się zajadać dniami i nocami...oczywiście przy tym ćwicząc, bo jak każdy łowca musiała trzymać formę.
-Upiekłem sernik, mówię Ci - lepszy niż zwykle.
- Widzę Dante, od razu idź po talerze, bo umrę jeśli nie spróbuję. - zachichotała i usiadła na żółtej sofie.
Przed nią stała drewniana ława. Jak to w domu Dantego bywa na blacie leżała sterta kopert, papierów..... cóż zdecydowanie miał o wiele więcej pracy papierkowej niż zwykle, od kiedy został członkiem Rady Huntik. Zhalia mimo tego, że była dumna z awansu mężczyzny, gdzieś w głębi duszy była niezadowolona. Lubiła ich wspólne misję, a teraz... już od dłuższego czasu widywała go raz w tygodniu albo rzadziej, bo musiała wyjeżdżać z drużyną. Od tego wieczora miało się to zmienić. Parę dni wcześniej Dante zaproponował, aby przestała się tułać po hotelach [ od kiedy jej mieszkanie w Holandii efektownie wybuchło nie miała czasu ani pieniędzy na szukanie i zakup nowego lokum ] i zamieszkała z nim. Nie wiedziała, czym ta propozycja miała być umotywowana, ale po dłuższym namyśle zgodziła się. Ot, przyjacielska przysługa.
-Cholera jasna! - wstała i z gracją przemieściła się do kuchni.
- Jakoś Ci pomóc Dante? - spytała opierając się o ścianę i tłumiąc cichy śmiech spowodowany widokiem karmelowowłosego ubrudzonego wylaną kawą.
- Tak, parzy!
-No już już biedaku. - odparła swoim głębokim głosem ściągając z niego splamiony płaszcz.
Odłożyła go na krześle, a gdy z powrotem się odwróciła ujrzała nagi tors Dantego. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Zmieszała się jak nigdy wcześniej i podniosła czarny sweter z ziemi uciekając wzrokiem od mężczyzny.
-Przepraszam Zhalio! Totalnie zapomniałem, że mieszkam teraz z Tobą i i...
- W porządku Dante, to twoje mieszkanie, nie ma nic dziwnego w tym, że się tu przebierasz.- machnęła ręką i zawróciła do salonu. - Ubieraj się i czekam na sernik! - krzyknęła siadając na sofie.
Założyła nogę na nogę i rozejrzała się. Tak, z pewnością to nowa sytuacja i oboje będą musieli do siebie przywyknąć. To taki rodzaj friendzonu - będą razem mieszkać, ale tylko jako przyjaciele. Ona sama nie wiedziała czy chce jedynie przyjaźni. Wiedziała natomiast, że nie zrobi pierwszego kroku. Kiedyś już prawie się pocałowali, prawie... zanim z impetem wbiegł Lok i im przeszkodził. To było dawno, a więc uznała to za nieistotne, ot wybuch emocji związany z sytuacją, w której się znaleźli. Przymknęła oczy i oparła się o poduszki leżące za nią. Pomyślała, że chciałaby, żeby tak było zawsze - od zawsze i na zawsze. W tym domu czuła spokój.
-Sernik dla pani Zhalii Moon. - rozbrzmiał głos.
-Ależ dziękuję bardzo.- odebrała talerz z rąk gospodarza i od razu skosztowała kawałek ciasta.- Wyborny jak zwykle panie Vale.
- Cieszę się bardzo. Pomyślałem, że jak skończymy się opychać to mogłabyś się rozpakować. Pomógł bym trochę, oprowadził po całym domu, co?- to fakt dotychczas widziała jedynie salon, kuchnię i jedno z pomieszczeń na piętrze, a przecież dom był sporo większy.
- Kusząca propozycja, chętnie skorzystam.- dodała kończąc swoją porcję słodkości i odłożyła talerz na ławę.
Dante wstał podając jej dłoń. Ona podała mu swoją i opierając się na niej wstała. Mężczyzna ruchem ręki wskazał jej drogę. Posłusznie skierowała się w stronę schodów i powoli się po nich wspięła. Właściciel posiadłości pokazywał jej kolejne pokoje, w tym ten jej. Był duży i stanowił połączenie pokoju dziennego z sypialnią i gabinetem. Miał też wyjście na niewielki balkon. Był klimatyczny, podobał jej się. Zwiedzili razem całe mieszkanie, każdy kąt, to Dante opowiadał, ona milczała. Nie wiedziała, co ma mówić, ale zdawało jej się, że mężczyzna doskonale rozumiał jej milczenie i cieszyła się, że nie musiała prowadzić sztucznej konwersacji. Później wspólnie rozpakowali jej rzeczy, nie było ich wiele, nie miała skąd posiadać dużego dorobku. Dokumenty i kilka książek bez problemu zmieściła w szufladzie biurka ustawionego pod ścianą jej nowego lokum. Dwie pary butów - wysokie, które kochała nosić i adidasy znalazły swoje miejsce w komandorze, który od niedawna zdobił korytarz na parterze. Ubrania? Cóż, Zhalia z pewnością nie należała do kobiet, które szczyciły się kolekcją markowych ciuchów. Było to zaledwie kilka podkoszulek, 3 pary spodni, ze dwie bluzki, garnitur [z czasów pracy w organizacji], bluza z kapturem, koszula nocna i bielizna. Szafa, którą dostała była aż za duża, ale pomyślała, że może kiedyś zapełni ją całą - w końcu kiedyś się ustatkuje, a przynajmniej taką miała nadzieję. Zmęczeni ,,przeprowadzką'' kobiety padli na kanapie, a ona sama chętnie przyjęła propozycję obejrzenia filmu - nie będzie musiała się dużo odzywać. Dante zaczął podłączać DVD i głośniki, a ciemnowłosa zniknęła w łazience, aby jeszcze przed seansem wziąć ciepły prysznic i przebrać się w pidżamę. Kiedy wróciła Dante siedział już na sofie pod kocem i wskazał jej miejsce obok niego. Uśmiechnęła się i szybko pojawiła się obok niego. Nakrył jej nogi kocem i puścił film. Początkowo siedzieli wyprostowani jak struny, ale później Dante delikatnie objął ją ramieniem. Nie protestowała, zrobiło jej się ciepło na sercu. Nie znała wcześniej tego uczucia. Zakochała się? Skarciła się szybko za tą myśl - miłość jest dla słabych, a mimo tego poglądu, który kiełkował w jej głowie wtuliła się w niego mocniej i oparła głowę na jego torsie. Wyraźnie słyszała jego bijące serce. Co jakiś czas były łowca spoglądał na kobietę, której widok go rozczulał. Pogładził delikatnie jej włosy, a ona delikatnie się poruszyła. Czuła, że zasypia, ale ten błogi stan przerwało trzaśnięcie drzwi. Zerwała się na równe nogi, nie wiedząc co się dzieje. Dante wyraźnie niezadowolony spojrzał w kierunku wejścia do jego mieszkania. Nie wstał. Jedynie patrzył. Troje nastolatków - jasnowłosa dziewczyna, blondyn i brunet stali w korytarzu. Różowowłosa rzuciła cichaczem jakieś zaklęcie, zaś blondyn zamknął wszystkie zamki na cztery spusty i przy pomocy pilota spuścił metalowe rolety zamontowane w oknach posiadłości Dantego. Dopiero, gdy młodzież odwróciła głowy Sophie - bo tak brzmi imię jasnowłosej łowczyni zauważyła Zhalię - jej przyjaciółkę - która ubrana w koszulę nocną stała osłupiona na przeciw kanapy oraz Dantego, który z grymasem na twarzy spoglądał w ich stronę.
- Przepraszamy, że przeszkadzamy Dante, ale......- urwał blondyn, który dostrzegając ciemnowłosą współpracowniczkę wyraźnie się zmieszał.- eeee, przepraszam, że.... ee ... my tylko.........
- Spoko, nic się nie stało.- rzekła Zhalia odzyskując opanowanie i swój naturalny chłód w głosie. - To może wyjaśnicie co się stało?
- Co ty tu robisz Zhal? - spytał Den, brunet.
- Zhalia od dzisiaj tu mieszka. - odparł karmelowowłosy wstając z kanapy i robiąc gościom miejsce.
-E.. wy..........?- zaczął Lok.
-NIE.- ucięła nowa domowniczka i zajęła miejsce w fotelu.
- Co was tu sprowadza o tej porze? - spytał Vale.
- Poważnie bardzo Was przepraszamy, ale zostaliśmy zaatakowani.
- Przecież nie macie przez kogo.- odparła Zhalia podnosząc ze stołu filiżankę dawno już zimnej kawy.
- W tym właśnie rzecz!- krzyknęła Sophie. - to byli spiralowcy, ale nie Ci co poprzednio. Byli ubrani w zupełnie inne szaty, ale znak, znak poznam wszędzie, on świecił na ich rękach czerwonym światłem.
- Co nie ma żadnego sensu, bo Obłudnik został pokonany. - dodał Lok. - Byli silniejsi, o wiele, ich moce raniły, dosłownie, dostałem jakimś zaklęciem w dłoń i zrobiła mi się tam rana. O patrzcie! - powiedział nastolatek wystawiając dłoń.
- Łowcy, którzy potrafią wytwarzać fizyczne zranienia? To nie brzmi dobrze. Zazwyczaj jedynie osłabiali naszą moc życiową. - Zhalia spojrzała znad filiżanki.
-Nic nie poczuliście? - spytał Dante patrząc na współlokatorkę i Dena - swego czasu byli oni w Spirali Krwi i zostali naznaczeni ich znakiem.
- Ja nie, mój znak zaniknął, została tylko blizna, sam widziałeś.
-Dokładnie tak samo jest w moim przypadku, więc kto to do cholery był? - zapytał rozemocjonowany brunet, który nerwowo wymachiwał rękami.
- Nie wiem. Z pewnością nikt dobry.- Dante przetarł oczy i zapalił dodatkowe światła w domu. - Zajmiemy się tym jutro. Tymczasem wyśpijcie się. Na górze znajdziecie wolne pokoje.
- Sophie.
-Tak Zhalio?
- Idź do mojego pokoju, przebierz się w moją koszulę, ja mogę zdrzemnąć się na fotelu.
-Dzięki.
-Nie ma o czym mówić.- kobieta machnęła ręką.
Młodzież zniknęła na piętrze domu chronionego zaklęciem Sophie i magicznymi barierami Fundacji Huntik. Tymczasem Zhalia powzięła koc i zawinęła się w niego.
-Wyglądasz jak naleśnik.- Dante zaśmiał się i poklepał wolne miejsce na sofie.- Dawaj znamy się już tyle, że nie pozwolę spać Ci na tym starym, twardym fotelu.
-Normalnie bym odmówiła, ale jednak zmęczyłam się tą całą ich gadaniną.
Kobieta podeszła i zanim spostrzegła już leżała wtulona w mężczyznę. Praktycznie od razu zasnęła słuchając bicia serca Dantego.
,, Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką widziałem w życiu.'' - pomyślał Vale, na chwilę przed tym jak zmorzył go sen.
Dzień dybry!
OdpowiedzUsuńTak! Oto ja! Przybyłam!
Mai: ... Zamknij się. Podobno chora jesteś.
Jestem; -;
Mai: Ale ja nie mam na myśli na głowę, to już wiemy i z tego się nie wykurujesz.
... A idź ty w piździet.
Jezus !Stęskniłam się za pisaniem komentarzy !A więc!
Nie znam tego serialu/kreskówki ale chyba jakoś się połapiepołapie, jednak jednko mnie uderzyło.
Zhalia.
Genialne imię!
Chciałabym mieć tak na imięimię; -;
Mai: Ale nazywasz się jak się nazywasz i dupa .
;-;
Rozmansidło już od praktycznie samego początku, no ale ok .
Jednak widzę że trochu akcji będzie.
Mai: nie. Będą siedzieć na tej twardej kanapie i dzieci robić ,a Agata będzie to opisywać całą serię.
...
O cholibka.
Aga nie rób tego.
Mai: Nie ogarniasz sarkazmu?
...
Ogarniam
Mai: Nie wydaje mi się .
...
Jednak prolog mi się podoba! Czytać będziemy jeśli będziesz pisać i komentować oczywiście też ~
Dobra .
Lecimy do 1 rozdziału.
Do zobaczenia~
Pozdro Korusomi (aka dawna Neko Echia) i Mai Musicrose.